Aktualności

Menu

Szukaj

Naszym zdaniem

Podatek od deszczu – to już jest tragedia

Odkąd ujawniono, jak wielkie problemy finansowe ma nasze Miasto, urzędnicy i lokalni politycy prześcigają się w wymyślaniu kolejnych sposobów na poprawę tej tragicznej sytuacji. Rozpoczęto od zamykania szkół, mówi się także o zmniejszeniu ilości tramwajów i autobusów, ostatnio nawet latarnie uliczne są gaszone wcześniej i zapalane później niż zwykle, ale to, co ma nastąpić wkrótce, będzie już absurdem.

Najprawdopodobniej, przykładem innych miast polskich, także i w Krakowie powstanie podatek od deszczu. Brzmi to absurdalne, bo jest to absurd. Jak można bowiem nakładać podatek na obywatela  za deszcz? Jak można płacić podatek za coś, na co nie ma się żadnego wpływu. To nie od nas zależy, czy pada deszcz. Idąc dalej tym tokiem rozumowania, to okaże się, że to nie jest nasz deszcz, bo niebo nad naszymi domami wcale nie należy do nas. To Rząd RP dysponuje polskimi przestworzami i to jest jego deszcz i jego problem!

 

Ale skoro mamy już od tego deszczu płacić podatek, to może warto go nie oddawać miastu w postaci płynnej, która dostaje się do kanalizacji burzowej. Zbierajmy deszcz do beczek, garnczków i konewek. Cześć wody wykorzystujmy, a resztę odsprzedawajmy. Niestety, chciałoby się... bo jeśli ją sprzedamy, to okaże się szybko, że to jednak nie jest nasz deszcz i będziemy znów musieli od tego zapłacić podatek. Cóż zrobić zatem z deszczem w kraju, w którym ciągle pada, z deszczem, który jest niby nasz, ale nie jest nasz, co zrobić?

 

Miasto naprawdę potrzebuje pomocy. Może wprowadzić zatem podatek dla radnych od tego, że są radnymi, dla urzędników za to, że urzędują, a dla Prezydenta Krakowa za to, że rządzi. A później wprowadźmy jeszcze inne podatki, na przykład od słońca – a co tam, przecież jest w naszym kraju towarem niemalże luksusowym, tak rzadko świeci- nie wolno nam pozwolić na to, żeby świeciło w twarz za darmo. Wprowadźmy jednak ten podatek od psów, albo od kotów, kanarków, dżdżownic i kretów w ogrodach. Nałóżmy chomąto podatków tak ciężkie, żeby życie w naszym mieście przypominało pracę w kołchozie. Za wszystko płaćmy- za słowa, każdy oddech i wydech, za uśmiech, łzy, miłość, nienawiść, za ból nogi, głowy za wszystko i nic. I cieszmy się, że dane nam jest płacić, że mamy jakiś w życiu cel!

 

 

Powrót na stronę główną »