Aktualności

Menu

Szukaj

Naszym zdaniem

Nasze psy zapłacą Miastu podatek za to, że żyją!

Prezydent Majchrowski postanowił opodatkować nasze psy. Rocznie za jednego czworonoga mamy płacić 60 złotych. Czy opodatkowanie żywego stworzenia jest moralne? Co Miasto oferuje naszym psom w zamian za to, żeby ściągać z nich podatki? Czy zadłużony Kraków właśnie w ten sposób chce załatać dziurę budżetową? Może następne będą do opodatkowanie wróble, mrówki i karpie w Wiśle? Ciekawe tylko, kto miałby za to zapłacić – może święty Franciszek?

Wieść o tym, że prezydent Krakowa szuka pieniędzy w kieszeniach właścicieli psów wstrząsnęła miastem. Jeśli tylko pomysł przegłosują Radni, to już wkrótce zapłacimy 60 złotych rocznie za jednego psa. Dlaczego? No właśnie, tu pojawia się szereg pytań.

 

Po pierwsze, psy to żywe stworzenia i jeśli już mamy nazywać się ludźmi współczesnymi, którzy żyją w kraju demokratycznym, to trudno przyjąć zasadę płacenia podatku za zwierzę. Stąd bardzo krótka droga do niewolnictwa. Jeśli uchwałę przegłosują Radni, to okaże się, że Miasto pobierać będzie haracz od życia.

 

Po drugie, Miasto nie oferuje nic w zamian za ten podatek. Od wielu lat właściciele psów w centrum Krakowa, którzy nie mają swoich ogrodów, nie mogą doprosić się o miejsca do wyprowadzania zwierząt. Powstało ich zaledwie kilka i za każdym razem urzędnicy otwierają je z taką pompą, jakby to był co najmniej most, albo autostrada, a koszt ogrodzenia kilku metrów trawnika, to zaledwie kilkaset złotych. Dopiero od kilku lat montowane są także na ulicach śmietniki na odchody. Jednak ich zakup i montaż to też nie są tak duże pieniądze, żeby nie mogły pochodzić z podatków, które i tak ściąga z nas Miasto. Jeśli właśnie te dwie rzeczy mają być argumentem przemawiającym za tym, że podatek za psa jest konieczny, to jak wytłumaczyć to tysiącom krakowian, którzy mają swoje ogrody i ich psy nie korzystają z wątpliwych uroków naszego miasta. Ci ludzie będą płacić podatek za psa chyba tylko dlatego, że ich pupile oddychają krakowskim- toksycznym powietrzem.

 

Kolejna sprawa, która zastanawia w przypadku tego podatku, to problem psów, które zostały zabrane przez krakowian z azylu. Ponoć z tych psów podatek nie będzie ściągany. Znam jednak takie osoby, które po prostu przygarnęły psy z ulicy, albo wzięły je z rożnych fundacji, bo nie tylko schronisko w Krakowie szuka domów dla bezpańskich psów. Znam również osobę, która z azylu wzięła kilka psów i jak się okazało, jedna suczka nosiła już w sobie kilka szczeniąt, które ta osoba, kierowana wrażliwością normalnego człowieka, również pozostawiła w swoim domu. Co z takim ludźmi? Przyjdzie im płacić teraz kilkaset złotych miesięcznie za to, że są wrażliwi, a dodatkowo oszczędzają Miastu wydatków na psy?

 

Przeraża również to, że podatek za psa zamiast przynieść Miastu korzyść sprawi, że straci ono wiele milionów. Dlaczego? To bardzo proste. Wielu ludzi po prostu posiada psy - nie darzy ich żadnym uczuciem. Zwierzęta im służą, a najczęściej po prostu są. W chwili, kiedy ci ludzie będą musieli zapłacić za zwierzę, porzucą je. Wtedy, zgodnie z prawem, Miasto będzie musiało się nimi zająć. Można sobie tylko wyobrazić, jak po wprowadzeniu podatku, na ulicę i do lasów zostanie wyrzuconych kilka tysięcy psów. Krakowskie schronisko ma problem z ilością 500 zwierząt, a co dopiero z tysiącami! Miliony, które wyda Miasto na utrzymanie tych psów, przewyższy wielokrotnie sumę z podatku, która osiągnie najwyżej kilkaset tysięcy złotych rocznie.

 

Trzeba zadać sobie również pytanie, dlaczego Miasto chce opodatkować psy, ale już nie koty? Dlaczego prezydent Krakowa nie chce pieniędzy również od posiadaczy rybek, chomików i innych stworzonek. Może także ZOO powinno zostać opodatkowane. Większość gatunków zwierząt, które tam żyje, nie jest zagrożona wyginięciem. Są hodowane w ogrodach zoologicznych po to, żeby tylko cieszyć małe dzieci. Opodatkujmy je! One przecież pracują. Podpiszmy z nimi umowy, niech będą ubezpieczone!

 

To smutne, że władze Miasta wychodzą z tak nieludzkim pomysłem, jak opodatkowanie psa. Aż strach pomyśleć, co będzie dalej. Może przyjdzie taki dzień, że będę w Krakowie płacić podatek za posiadanie dziecka, albo za to, że się uśmiecham lub mam zły humor. Dziękuję Panie Prezydencie za podatek od psa, ale mój Rex mówi NIE! Jeśli Pan już koniecznie potrzebuje pieniędzy, to proszę wprowadzić podatek od własnej osoby dla siebie i swojego najbliższego otoczenia - Miastu zapewne będzie wtedy lżej.

 

 

 

Powrót na stronę główną »