Aktualności

Menu

Szukaj

Tym żyje Kraków

Jak obrazić mieszkańca Krakowa? /POK

Jak obrazić mieszkańca Krakowa? Sposób jest bardzo prosty, wystarczy wyciągnąć nogi, wygodnie rozsiadając się w swoim urzędniczym fotelu i chwilę podumać. Pomysł sam przychodzi do głowy. I tak znaleźli się w Krakowie tacy, którzy wymyślili sobie, że problem dziur na krakowskich drogach to nie żaden problem. Mieszkańcy zapłacą za ich naprawę i wystawi się im za to tabliczkę.

Pomysłodawcy powołują się na podobne rozwiązanie w Niemczech. Tam urzędnicy wymyślili sobie, że skoro nie stać ich na łatanie dziur, to zaprzęgną do tego mieszkańców. Zaczną po prostu dziury sprzedawać. Chociaż określenie „sprzedawać” jest w tym przypadku iluzoryczne, bowiem jedyną korzyścią z takiej załatanej przez nas dziury jest tabliczka z nazwiskiem w hołdzie za naszą społeczną walkę z nieznośną lekkością nawierzchni. W Niemczech jedna dziura kosztuje około 50 euro i podobno nawet dobrze się sprzedają. No cóż, co kraj to obyczaj.

Natomiast Krakowscy urzędnicy pomylili chyba finansowanie przez Krakowian tak wielkich inicjatyw dla tego miasta jak renowacja Wawelu, budowa Kopca Kościuszki czy Piłsudskiego. Owszem tam znajdują się tabliczki z nazwiskami darczyńców i ma to głębszy sens. Natomiast łatanie głębokich dziur na krakowskich ulicach to pomysł wyjątkowo płytki.

Wielu krakowian jest zbulwersowanych takim pomysłem. Nie da się ukryć, że mówienie ludziom, iż mogą sobie kupić dziurę w drodze, a w zamian za to będą mogli zamontować tabliczkę z nazwiskiem na krawężniku tuż przy kratce ściekowej jest obrazą dla wszystkich, którzy pracują i płacą podatki w tym mieście. Niektórzy mieszkańcy proponują, żeby to urzędnicy kupili sobie wszystkie dziury w Krakowie. Ba, mogą sobie nawet zaciągnąć na swoje konto kredyty w bankach. Nikt nie będzie przeciwny temu, żeby ulice były wręcz usłane tabliczkami z nazwiskami urzędników.

Niestety wielu krakowskich filantropów uważa pomysł za bardzo ciekawy. Już planują wykupywanie dziur na ulicach, przy których mieszkają. Niektóre ulice są tak dziurawe, że zapewne staną się w całości własnością krakowskich milionerów. Szkoda tylko, że mieszkają oni praktycznie w dwóch, trzech atrakcyjnych dzielnicach Krakowa. Żałować można także tego, że potrzeba promocji przez te osoby jest silniejsza niż zdrowy rozsądek.

Natomiast tym mniej zamożnym Krakowianom pozostaje tylko zacisnąć zęby, żeby przeboleć tę zniewagę i nadal jeździć po dziurawych drogach. Koszt załatania niewielkiej dziury to blisko 300 złotych. Naprawa tych największych oscyluje w okolicy od 1 tys. do 2 tys. złotych.

Ciekawe, czy urzędnicy za rozwiązany problem dziurawych dróg przy pomocy cudzych pieniędzy będą dostawać premie z naszych pieniędzy. Może właśnie na to liczą i szukają jakiegoś „ filantropa”.

 

 

Powrót na stronę główną »

2010-03-10 11:12krakowiaczek

Dlaczego "Prezio" Majchrowski, przy całym swoim bogactwie i udziałach w Krakowskiej Szkole Wyższej nazywanej " szkołą Majchrowskiego "lub Kup Sobie Wykształcenie /KSW /, nie kupi kilku dziur przed wyborami? Może nie chce, żeby po tabliczce z jego nazwiskiem pod płotem, sikali bardziej weseli mieszkańcy Krakowa.

Dodaj komentarz:

Podpis:

Treść komentarza:

Proszę zaznaczyć wszystkie zdjęcia kotów: